Wędrując w kierunku piękna
  • STRONA GŁÓWNA
  • ARTYKUŁY
    • Motocyklowe Przygody
    • Piękno Przyrody
    • Inspiracje Społeczne
    • Kreacja i Rozwój
  • PROJEKTY
    • Zmiany klimatu
    • AKTYWIZACJA MŁODZIEŻY
    • ZMIANA W EDUKACJI
    • Prawa dziecka
    • Strategie miejskie
    • DIALOG I PARTYCYPACJA

PODRÓŻE

NATURA

KREACJA

Zanim zaczniemy projektować kolejne odpowiedzi na samotność, kryzysy psychiczne, presję czy przeciążenie młodych ludzi, warto zadać wcześniejsze pytanie: co w świecie dorastania może działać ochronnie, zanim pojawi się problem?

„Kandydaci śmierci”, reż. Maciej Cuske, fot. Millennium Docs Against Gravity

To pytanie zostało ze mną po tegorocznym Konkursie Dokumentów 13. MFF TAURON Młode Horyzonty, odbywającym się pod patronatem UNICEF Polska.

Wczoraj razem z Ulą Malko i Bartoszem Dajnowskim ogłosiliśmy werdykt jury. Nagrodę otrzymali „Kandydaci Śmierci” reż. Maciej Cuske – czuły i bardzo autentyczny film o dorastaniu, przyjaźni, ojcostwie i męskich emocjach, w którym miłość do kina i zarażanie pasją stają się spoiwem relacji, która przetrwała lata.

Filmy konkursowe pokazują świat dzieci i młodych ludzi z bardzo różnych perspektyw. Radość, przyjaźń, bliskość, emocje, akceptację, potrzebę przynależności, różnorodność, odwagę, rodzinę, potrzebę bezpieczeństwa i zachowania własnej tożsamości. Ale mówią też o samotności, byciu niezrozumianym i niewysłuchanym, presji, porównywaniu się, braku akceptacji, lęku o przyszłość czy poczuciu bycia gorszym.

Najcenniejsze są dla mnie te filmy, które pozwalają nam nie tylko zobaczyć te doświadczenia, ale naprawdę spojrzeć na świat oczami młodego człowieka. I które stawiają przed nami, dorosłymi, pytanie: jaki świat tworzymy dzieciom do dorastania?

To była też moja perspektywa w jury, wynikająca z reprezentowania UNICEF Polska: jak film widzi i traktuje dziecko czy młodego człowieka? Czy pozwala widzowi naprawdę wejść w jego doświadczenie, nie odbierając mu podmiotowości i godności? Czy historia konkretnego bohatera odsłania coś więcej o świecie, w którym dzieci i młodzi ludzie żyją?

fot. Marcin Szumowski

Ale ważny temat nie wystarcza, żeby powstał dobry dokument. Liczy się też jakość filmowej opowieści: uważność obserwacji, sposób budowania historii, umiejętność pozostawienia miejsca na sprzeczności i niejednoznaczność, bez potrzeby dopowiadania widzowi wszystkiego. Film może dzięki temu nie tyle przekazywać gotową tezę, ile pozwolić nam samym zobaczyć coś, czego wcześniej nie dostrzegaliśmy.

I właśnie tak działają na mnie „Kandydaci Śmierci”.

Kiedy rozmawiamy o problemach dzieci i młodzieży, często zaczynamy od tego, co już widzimy: samotności, presji, kryzysów, przeciążenia, braku akceptacji czy poczucia niezrozumienia. Ten film kieruje uwagę trochę wcześniej – na relację dorosłego z młodym człowiekiem i wysiłek wkładany w jej budowanie.

Ojciec w „Kandydatach Śmierci” nie robi tego idealnie. Czasem niezgrabnie. Ale jest obecny. Rozmawia. Dzieli się swoją pasją i próbuje nią zarażać, jednocześnie zostawiając chłopcom bardzo dużo własnej przestrzeni. Daje im sprawczość, traktuje ich poważnie, pozwala tworzyć coś razem z nim. Kino staje się tu nie tylko pasją, ale językiem budowania bliskości.

Jest w tym filmie jeszcze jedna ważna warstwa: pytanie o to, jak wychowujemy chłopców, jak tworzymy im przestrzeń do przeżywania i wyrażania emocji oraz jak budujemy relacje ojców z synami. Film pozwala obserwować tę relację razem z jej niedoskonałościami, sprzecznościami i zmianą na przestrzeni lat.

Bo prawa dziecka to nie tylko ochrona dzieci wtedy, kiedy dzieje się coś złego. To również tworzenie takich warunków dorastania, w których dziecko jest traktowane poważnie, jest wysłuchane, ma swoją przestrzeń, podmiotowość i sprawczość. To relacje, w których może czuć się bezpieczne i ważne, doświadczać bliskości i akceptacji, szukać siebie, rozwijać zainteresowania i swój potencjał.

Taka relacja oczywiście nie chroni przed wszystkimi trudnościami dorastania ani przed zagrożeniami, z którymi młodzi ludzie się mierzą. Ale może budować fundamenty odporności: poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa i przynależności, umiejętność rozpoznawania i nazywania emocji, proszenia o pomoc, radzenia sobie z porażką, presją czy odrzuceniem. Daje też młodemu człowiekowi coś bardzo konkretnego — dorosłego, do którego można wrócić z tym, co trudne, niepokojące albo niezrozumiałe. To ma znaczenie zarówno dla dobrostanu i zdrowia psychicznego, jak i dla sposobu, w jaki młodzi ludzie radzą sobie z presją rówieśniczą, samotnością, kryzysami, ryzykownymi sytuacjami czy zagrożeniami w świecie cyfrowym. Nie eliminuje problemów, ale zwiększa szansę, że dziecko nie będzie mierzyć się z nimi samo i że wcześniej poszuka wsparcia. Bliskość, poczucie przynależności i dorosły, który pozostaje w relacji, są więc nie tylko odpowiedzią na trudności, kiedy już się pojawią, ale także częścią ich profilaktyki.

I chyba właśnie z takiej perspektywy najbardziej zachęcałabym do oglądania filmów tegorocznego Konkursu Dokumentów – nie tylko jako opowieści o konkretnych młodych bohaterach i ich doświadczeniach, ale jako okazji do spojrzenia ich oczami na świat, który wspólnie im tworzymy, i do zadania sobie pytania, co jako dorośli możemy w tym świecie zrobić inaczej.

I na koniec – ogromne podziękowania dla całego zespołu Młodych Horyzontów, a szczególnie Agnieszki Sinickiej, Eli Janik, Ewy Primke, Hanny Wereszczyńskiej, Małgorzaty Kuszner, Mai Maciejewskiej i Karoliny Bialik, za zaproszenie UNICEF Polska do tej współpracy, zaufanie, świetną organizację i stworzenie przestrzeni do naprawdę dobrej rozmowy o filmie, dzieciach i młodych ludziach.

fot. Marcin Szumowski

Nie trzeba wiele, żeby cieszyć się latem. Kawałek drewnianej kładki nad rozlewiskiem, cisza lasu, zapach kwiatów, który zostaje w głowie jak melodia. Patrzysz w wodę, a ona odbija niebo tak czysto, jakby nie znała pośpiechu.

Tutaj wszystko dzieje się powoli. Las rośnie w swoim tempie, rzeki wiją się jak chcą, bociany odlatują, gdy czują, że już czas. Ptaki śpiewają – raz głośniej, raz ciszej - jakby sprawdzały, czy ktoś ich słucha.

Zatrzymywałam się przy domkach, kapliczkach, gniazdach pustych już po odlocie ptaków. W tym pustym gnieździe było coś poruszającego – przypomnienie, że nic nie trwa bez końca i że nie wszystko da się zatrzymać na zdjęciu.

Fotografowałam nie tylko to, co widać. Starałam się uchwycić też ciszę, spokój, oddech lata. Zdjęcia z Podlasia są jak pocztówki z miejsca, które mówi: „Zwolnij. Zobacz. Oddychaj”.

Może o to właśnie chodzi w podróżach – by wrócić nie tylko z pełną kartą pamięci, ale z pełniejszym sercem. Wypełnionym spokojem i ciepłem lata.

Na zdjęciach Podlasie w pełnej krasie: Drohiczyn, Supraśl, zamek w Tykocinie, Puszcza Białowieska, Rezerwat Krzemianka, Narwiański Park Narodowy, Biebrzański Park Narodowy, Ziołowy Zakątek w Korycinach i gród w Parku Kulturowym Korycin-Milewszczyzna.

Zapraszam do mojej galerii – może i Wy usłyszycie w tych obrazach szept puszczy i skrzydła bocianów.

 

  


   


  

  

 


  

  

  

     

  

  






W świecie, gdzie przemoc wciąż dotyka zbyt wielu dzieci i młodzieży, szukamy nowych, skutecznych sposobów, by przerwać ten krąg cierpienia. Projekt, który realizowaliśmy z młodzieżą, miał właśnie to na celu. Stworzyliśmy grę „Vis Orbis”, aby uczyć, inspirować i wprowadzać realne zmiany. Wielu z nas, nawet nieświadomie, nosi ciężar traum, które wpływają na nasze decyzje i relacje.

Dlaczego gra? Ponieważ młodzież potrzebuje narzędzi, które angażują, rozwijają i edukują w sposób, który rozumieją. Gry dają im przestrzeń do działania, wyborów i przemyśleń – a to właśnie jest klucz do zmiany.

Wspólne odkrywanie trudnej prawdy o przemocy

Gra „Vis Orbis” powstała, by mówić o przemocy, ale nie w sposób, który przytłacza. Umożliwia młodym ludziom wcielanie się w role, podejmowanie decyzji i zrozumienie, jak trudno jest wyrwać się z cyklu przemocy. Dzięki wspólnej pracy nad scenariuszami i postaciami, uczniowie zaczynają dostrzegać, jak wiele wpływu mają doświadczenia przeszłości na nasze zachowanie. To, co widzieliśmy, było niesamowite – młodzi ludzie w pełni angażowali się w dyskusje, analizując dylematy bohaterów gry.

Siedziałam w małej trattorii na obrzeżach starego Bari, popijając poranną kawę. Obok mnie mieszkańcy wymieniali się nowinami, a rodzina gospodarzy przygotowywała lokalne przysmaki. W ich rozmowach, śmiechu i gestach poczułam, jak tradycje Apulii stają się częścią mojego doświadczenia. To właśnie te chwile, kiedy stajesz się częścią lokalnej społeczności, tworzą najpiękniejsze wspomnienia z podróży.

Autentyczność lokalnych doświadczeń

Podczas lipcowego tygodnia spędzonego w Bari, nad Morzem Adriatyckim, w sercu regionu Apulia, odkryłam, że prawdziwe piękno tego miejsca tkwi nie tylko w jego turystycznych atrakcjach, ale w codziennym życiu, które toczy się w zgodzie z tradycją i w niesamowitej atmosferze prawdziwych włoskich wakacji. Mój rustykalny pokój w historycznym centrum Bari Vecchia był idealnym miejscem, by poczuć autentyczny klimat włoskich wakacji i doświadczyć codziennego życia mieszkańców.

Spacerując po krętych uliczkach, znalazłam się w sercu lokalnego życia, pełnego prostych przyjemności. Poranna kawa w pobliskiej kawiarni, gdzie kelnerzy szybko rozpoznawali mnie jako stałą klientkę, była wstępem do dnia pełnego smaków i zapachów. Przyglądałam się rozmowom i śmiechom autentycznych mieszkańców, którzy spędzają większość czasu na ulicach. Zakupy robiłam w lokalnym sklepiku, gdzie kupowałam mozzarellę, prosciutto crudo i włoską bagietkę na popołudniowe przekąski. Włoska muzyka, szczególnie piosenki „Volare” Domenico Modugno, „Felicita” Al Bano i Romina Power, czy „Mamma Maria" Richi E Poweri, tworzyła tło dla codziennych wydarzeń i nastroju miasta. Wszystko to sprawiało, że czułam się częścią ich świata.

Majówka w Nicei – kilka dni nad Morzem Śródziemnym, które nigdy nie przestaje zachwycać. To miejsce, gdzie oddech staje się głębszy, a umysł zanurza się w spokoju, który biolog Wallace J. Nichols określił mianem "błękitnego umysłu".

Powrót do Nicei po trzynastu latach przypominał spotkanie ze starym przyjacielem. Przyleciałam, aby odświeżyć wspomnienia i ponownie zanurzyć się w atmosferze tego magicznego miejsca. Już na lotnisku, przy samej krawędzi morza, poczułam pierwsze objawy błękitnego umysłu – płuca wypełniły się świeżym, czystym powietrzem. To uczucie nie opuściło mnie aż do końca pobytu.

Kamienista Plaża i Lazurowa Woda

Nicea przyciąga swoją kamienistą plażą, gdzie lazurowa woda rozciąga się aż po horyzont. Obserwując rytmiczne ruchy fal, ich hipnotyzujący szum koił moją duszę, wprowadzając w stan głębokiego spokoju. Wielokrotnie wracałam na plażę, czując jak stresy dnia codziennego odpływają z każdą kolejną falą. Kontakt z wodą, jej chłód i odświeżenie, działały jak balsam na moją skórę.

Zarówno Bruksela, jak i Charleroi to miasta pełne kontrastów i ciekawych historii. Podczas mojej ostatniej wizyty doświadczyłam ich unikalnych cech, które sprawiają, że oba miejsca są wyjątkowe, ale niekoniecznie zawsze przyjazne.

Bruksela, będąca siedzibą wielu instytucji europejskich, przyciąga ludzi z całego świata. Przebywałam tam na spotkaniu grupy roboczej Platformy Sprawiedliwej Transformacji. Chodząc po Ville de Bruxelles, centralnej dzielnicy z Grand Place, spotykałam turystów, szkolne wycieczki i uczestników wielu konferencji. Mimo tego tętniącego życiem otoczenia, czułam, że miasto czasem przytłacza swoją biurokratyczną atmosferą i zgiełkiem.

Wychodzę z zabytkowego dworca kolejowego, czuję chłód 0 stopni Celsjusza i pochmurne, ponure popołudnie. W Polsce już wyczuwa się wiosnę, a tutaj wciąż trwa zima, śnieg i lód pokrywają ulice. Trzeba uważać, aby się nie pośliznąć, ponieważ Finowie nie uprzątają śniegu, a ulice wysypują drobnym żwirem. Tak rozpoczynam moją przygodę po Helsinkach, miastu, które na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco ponure, ale dla mnie, pełne jest fascynujących kontrastów i niezwykłych doświadczeń. Miasto pełne inspiracji, gdzie można doświadczyć zarówno spokoju i zadumy, jak i podziwiać potęgę natury i ludzkiej kreatywności.

Patrząc na otaczające mnie budynki i ulice, od razu mam skojarzenia z Poznaniem, Wrocławiem... Petersburgiem? Czuję związki Helsinek i pewnie całej Finlandii z Rosją, nawet w herbacie podanej w hotelu, która nosi rosyjskie brzmienie - Russian Earl Grey. Ale przede wszystkim wyczuwam to poprzez architekturę miasta.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tak często czujemy się zagubieni w życiu? Dlaczego mimo starań trudno nam utrzymać motywację do osiągania celów? A może chciałbyś odkryć sposób, który pozwoli Ci podejmować życiowe wyzwania z większą radością i skutecznością? – To jesteś w dobrym miejscu!

Wyobraź sobie, że Twoje życie jest jak najbardziej epicka gra, w której to Ty jesteś głównym bohaterem. Codziennie stajesz przed różnymi wyzwaniami, które musisz pokonać, aby osiągnąć kolejny poziom rozwoju. Ale w przeciwieństwie do gier komputerowych, w które gramy na ekranie, ta gra toczy się w rzeczywistości – Twojej rzeczywistości.

Czy gry komputerowe i wideo mogą być inspiracją dla naszego codziennego życia?

Wielu z nas zna gry komputerowe i wideo jako formę ucieczki, jako chwilę oderwania się od rzeczywistości. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego tak łatwo jest się w nie zagłębić? Jane McGonigal w swojej książce Reality Is Broken: Why games make us better and how they can change the world („Rzeczywistość jest uszkodzona: Dlaczego gry czynią nas lepszymi i jak mogą zmienić świat”) zauważa, że gry komputerowe i wideo zaspokajają potrzeby, których świat realny nie jest w stanie spełnić. Poczucie bycia żywym, skoncentrowanym, zaangażowanym - te uczucia, które gracze odczuwają, są bardzo rzadkie w prawdziwym życiu.

Walizki spakowane. Jest ciepłe lipcowe popołudnie roku 2016. Świeci słońce, niebo jest bezchmurne. Idę promenadą wzdłuż rzeki East River. Po drugiej stronie widzę wieżowce Manhattanu. To ostatni spacer podczas mojego pobytu w Nowym Jorku. Jutro wyjeżdżam, wracam do Polski, do moich rodzinnych stron.

Nowy Jork jest miastem marzycieli a ja przez ostatnie jedenaście miesięcy, po rzuceniu pracy w korporacji, spełniałam swoje marzenia o nauce w miejscu, które zawsze było dla mnie marzeniem. Pomimo wielu wyzwań i trudności, znalazłam tu miejsca, ludzi i doświadczenia, które zmieniły moją perspektywę na życie, na siebie, na realizację projektów i wzmocniły moje przekonanie, że zawsze dam sobie radę i że wszystko jest możliwe.

A jednak wyjeżdżam stąd z poczuciem porażki. Nie osiągnęłam tutaj mojego wyznaczonego sukcesu, którym było dla mnie pozostanie w tym mieście i zbudowanie tu życia. Jutro muszę je opuścić, czując, że legendarne "If you make it there, you can make it anywhere" nie odnosi się do mnie. Smutno mi, bo nie wiem co dalej zrobić ze swoim życiem.

Od tamtego momentu minęło prawie osiem lat. W tym czasie stopniowo i powoli budowałam swoje życie od nowa. Życie, którym żyję dzisiaj - pełne kreatywności, pasji i współtworzenia wspaniałych rzeczy z innymi. Pełne pracy z młodzieżą, walki o ich prawa, dbania o ich rozwój i tworzenia im warunków, w których będą mogli doświadczać rzeczy niezwykłych, budować swoją siłę, tożsamość i fundamenty na przyszłość.

Wprowadzenie zasady „Nic o nas bez nas” nie tylko kształtuje społeczność opartą na szacunku i zrozumieniu, ale również stawia przed nami wyzwanie: jak autentycznie włączyć głos dzieci i młodzieży w procesy decyzyjne. Czy warto słuchać młodych? Jak stworzyć warunki do ich realnej partycypacji? Jakie są skutki ignorowania ich głosu? Przyjrzyjmy się, jakie korzyści niesie za sobą prawdziwa partycypacja młodych ludzi i jak możemy już dziś, w swoich dziedzinach, przyczynić się do tego, żeby świat był miejscem, w którym każdy głos, bez względu na wiek, jest naprawdę słyszany.

Osobiste motto

Nie wyobrażam sobie, żeby działania i decyzje podejmowane w sprawie dzieci i młodzieży odbywały się bez ich uczestnictwa. Motto „Nic o nas bez nas” zrodziło się w początkach istnienia M-LAB i podkreśla główną misję stowarzyszenia. To jednocześnie odzwierciedlenie mojej osobistej misji. Ostatnie lata poświęciłam na budowanie platformy dla młodych, umożliwiając im aktywne uczestnictwo, zarówno w działaniach w ramach stowarzyszenia jak i jako koordynatorka ds. młodzieży i projektów kreatywnych w Koninie, będąc rzeczniczką ich praw, ambasadorką ich działań i patronką wspierającą ich działania.

Marzymy o szkole pełnej kreatywności, dającej przestrzeń i wolność do samodzielnego odkrywania raczej niż nauczania tego, co właściwe według przestarzałego, sztywnego wzorca nie pozwalającego na wydobywanie i rozwijanie indywidualnego potencjału dzieci i młodzieży.

Wiele projektów, które realizuję zaczęło się w Koninie, w Młodzieżowym Domu Kultury. Tam zaczęła się moja współpraca z młodzież, tam powstał M-LAB, tam urodził się projekt Szkoła Naszych Marzeń. Moje marzenia zetknęły się tam z możliwością ich realizacji. Moja ówczesna szefowa chciała zorganizować konferencję dla nauczycieli, która przekaże im te idee. Przy pierwszym podejściu zabrakło mi czasu, ale i właściwego pomysłu, jak powinna wyglądać. Pomysł wyklarował się dopiero, gdy poznałam Olę Chodasz. Olę zobaczyłam w akcji w Poznaniu na wydarzeniu promującym ciekawe formy pracy z ludźmi i włączanie ich w działania w sposób interaktywny. Wiedziałam, że nasza konferencja nie może być zwykłą konferencją, ale musi pokazywać w praktyce, jak można taką edukację realizować. Musi włączyć wszystkich ludzi, którzy mają wpływ na edukację – dyrektorów, nauczycieli – ale również samych uczniów i ich rodziców. A przede wszystkim dać ludziom wizję – cel, do którego będą mogli dążyć i stworzyć społeczność ludzi, dla których zmiana jest ważna i którzy w jej wdrażaniu mogą się wzajemnie wspierać.

Oto opowieść o marzeniach, nieoczekiwanych zwrotach sytuacji, trudnościach i sukcesach i o tym, jak współpraca z młodzieżą, innowacyjne metody i determinacja stworzyły M-LAB, przestrzeń rozwoju w Koninie.

Po powrocie z Nowego Jorku do Polski w 2016 roku los poprowadził mnie w moje rodzinne strony i to tu w Koninie zaczęłam moją przygodę z angażowaniem młodzieży w działania na rzecz ich własnego rozwoju. To był początek niezwykłej podróży, która przyniosła wiele wyzwań, ale także wiele nieoczekiwanych sukcesów. 

Marzenie

Pierwsze kroki stawiałam w Młodzieżowym Domu Kultury, w którym odbywały się zajęcia artystyczne dla dzieci. Kreatywna atmosfera tego miejsca podgrzewała moje marzenie o stworzeniu nowoczesnej przestrzeni, w której młodzi mogliby nie tylko rozwijać swoją kreatywność ale również tworzyć i realizować swoje własne pomysły.

Starsze posty Strona główna

O MNIE

Witaj na moim blogu – miejscu pełnym pasji, podróży i inspiracji, które napędzają mnie do odkrywania piękna i tworzenia pozytywnej zmiany. Jako liderka i innowatorka społeczna inicjuję projekty wspierające dzieci i młodzież, dążąc do budowy dla nich lepszego świata.
Read More

OBSERWUJ MNIE

POPULAR POSTS

  • Podlasie - szept puszczy i skrzydła bocianów
  • Zanim pojawi się kryzys - jak możemy tworzyć warunki, w których młodzi ludzie dobrze dorastają?
  • Gra, która zmienia spojrzenie na przemoc
  • Dialog ponad podziałami - jak włączać ludzi do działania dla dobra wspólnego, mimo różnic i konfliktów?
  • Pod słońcem Apulii
  • Między Brukselą a Charleroi
  • Uroki Oslo i Lillehammer
  • Czy jesteśmy gotowi na zmiany klimatu?
  • Ekskluzywnie i industrialnie w Cukrowni Żnin
  • Helsinki - potęga natury i ludzkiej kreatywności

Categories

  • Aktywizacja młodzieży 3
  • Dialog 2
  • Dialog i partycypacja 3
  • Edukacja 2
  • Inspiracje 13
  • Inspiracje społeczne 5
  • Klimat 1
  • Kreacja 9
  • Kreacja i rozwój 5
  • Kreatywność 6
  • Miejsca 6
  • Młodzież 4
  • Motocyklowe przygody 16
  • Natura 4
  • Partycypacja 4
  • Piękno 7
  • Piękno przyrody 4
  • Podróże 22
  • Prawa Dziecka 3
  • Projekty 4
  • Rodzina 1
  • Rozwój 2
  • Samorozwój 2
  • Strategie miejskie 1
  • Wyróżniony 23
  • Zmiana w edukacji 1
  • Zmiany klimatu 1

Advertisement

Formularz kontaktowy

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Wedrujac w kierunku piekna

Copyright © Wędrując w kierunku piękna. Designed by OddThemes