W świecie, gdzie przemoc wciąż dotyka zbyt wielu dzieci i
młodzieży, szukamy nowych, skutecznych sposobów, by przerwać ten krąg
cierpienia. Projekt, który realizowaliśmy z młodzieżą, miał właśnie to na celu.
Stworzyliśmy grę „Vis Orbis”, aby uczyć, inspirować i wprowadzać realne zmiany.
Wielu z nas, nawet nieświadomie, nosi ciężar traum, które wpływają na nasze
decyzje i relacje.
Dlaczego gra? Ponieważ młodzież potrzebuje narzędzi, które
angażują, rozwijają i edukują w sposób, który rozumieją. Gry dają im przestrzeń
do działania, wyborów i przemyśleń – a to właśnie jest klucz do zmiany.
Wspólne odkrywanie trudnej prawdy o przemocy
Gra „Vis Orbis” powstała, by mówić o przemocy, ale nie w
sposób, który przytłacza. Umożliwia młodym ludziom wcielanie się w role,
podejmowanie decyzji i zrozumienie, jak trudno jest wyrwać się z cyklu
przemocy. Dzięki wspólnej pracy nad scenariuszami i postaciami, uczniowie
zaczynają dostrzegać, jak wiele wpływu mają doświadczenia przeszłości na nasze
zachowanie. To, co widzieliśmy, było niesamowite – młodzi ludzie w pełni
angażowali się w dyskusje, analizując dylematy bohaterów gry.
Wychodzę z zabytkowego dworca
kolejowego, czuję chłód 0 stopni Celsjusza i pochmurne, ponure popołudnie. W
Polsce już wyczuwa się wiosnę, a tutaj wciąż trwa zima, śnieg i lód pokrywają
ulice. Trzeba uważać, aby się nie pośliznąć, ponieważ Finowie nie uprzątają
śniegu, a ulice wysypują drobnym żwirem. Tak rozpoczynam moją przygodę po
Helsinkach, miastu, które na pierwszy rzut oka może wydawać się nieco ponure,
ale dla mnie, pełne jest fascynujących kontrastów i niezwykłych doświadczeń. Miasto
pełne inspiracji, gdzie można doświadczyć zarówno spokoju i zadumy, jak
i podziwiać potęgę natury i ludzkiej kreatywności.
Patrząc na otaczające mnie budynki i ulice, od razu mam
skojarzenia z Poznaniem, Wrocławiem... Petersburgiem? Czuję związki Helsinek i
pewnie całej Finlandii z Rosją, nawet w herbacie podanej w hotelu, która nosi rosyjskie
brzmienie - Russian Earl Grey. Ale przede wszystkim wyczuwam to poprzez
architekturę miasta.
Czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego tak często czujemy się zagubieni w życiu? Dlaczego mimo starań trudno nam utrzymać motywację do osiągania celów? A może chciałbyś odkryć sposób, który pozwoli Ci podejmować życiowe wyzwania z większą radością i skutecznością? – To jesteś w dobrym miejscu!
Wyobraź sobie, że Twoje życie jest jak najbardziej epicka gra, w której to Ty jesteś głównym bohaterem. Codziennie stajesz przed różnymi wyzwaniami, które musisz pokonać, aby osiągnąć kolejny poziom rozwoju. Ale w przeciwieństwie do gier komputerowych, w które gramy na ekranie, ta gra toczy się w rzeczywistości – Twojej rzeczywistości.
Czy gry komputerowe i wideo mogą być inspiracją dla naszego codziennego życia?
Wielu z nas zna gry komputerowe i wideo jako formę ucieczki, jako chwilę oderwania się od rzeczywistości. Ale czy kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego tak łatwo jest się w nie zagłębić? Jane McGonigal w swojej książce Reality Is Broken: Why games make us better and how they can change the world („Rzeczywistość jest uszkodzona: Dlaczego gry czynią nas lepszymi i jak mogą zmienić świat”) zauważa, że gry komputerowe i wideo zaspokajają potrzeby, których świat realny nie jest w stanie spełnić. Poczucie bycia żywym, skoncentrowanym, zaangażowanym - te uczucia, które gracze odczuwają, są bardzo rzadkie w prawdziwym życiu.
Czas spędzony z moimi córkami jest zawsze wyjątkowy. Dzięki
nim moje życie jest pełne. Mamy swoje rytuały, swoje miejsca i swoje
wspomnienia. Mój sierpniowy wyjazd do młodszej córki był specjalny pod wieloma względami. Jeden
z nich pozostawił trwały ślad na moim nadgarstku. Bezpretensjonalny w swojej
prostocie rysunek w kształcie półokręgu z małym otwartym kółeczkiem pośrodku.
Naładowany znaczeniem. Kilka tygodni wcześniej Michalina zaproponowała
zrobienie wspólnego tatuażu, co napełniło mnie ogromnym wzruszeniem i radością. Jedna część tatuażu znajduje się na mojej ręce a druga na jej plecach. Gdy
ją przytulam oba półokręgi łączą się w jedną całość: pełnię, nierozerwalność, uzupełnienie
się. Tatuaż wykonała go przemiła dziewczyna z TenaciousTattoo na Kelham Island w Sheffield (o Kelham Island pisałam w poprzednim wpisie).
Sztuka interaktywna w formie instalacji artystycznej to coś
więcej niż tylko statyczne obrazy na ścianach galerii. To doświadczenie, które
włącza widza jako aktywnego uczestnika, zapraszając go do eksploracji,
interakcji i refleksji. Prace tego rodzaju wykorzystują często nowoczesne
technologie, takie jak czujniki ruchu czy projekcje, aby tworzyć dynamiczne
przestrzenie, w których twórczość artysty miesza się z indywidualnym
doświadczeniem każdego odwiedzającego. Zapraszają widza do aktywnego
oddziaływania na dzieło poprzez ruch, dźwięk, dotyk lub inne działania. Dzięki
temu widz staje się współuczestnikiem i współtwórcą dzieła sztuki, mając wpływ
na to, jak ono ewoluuje i przeżywane jest przez innych.
Moc sztuki w
rozwiązywaniu problemów społecznych i dialogu
"Powiedz mi,
a zapomnę, pokaż mi, a zapamiętam, pozwól
mi zrobić, a zrozumiem" - Konfucjusz
W Sheffield miałam okazję doświadczyć dwóch bardzo ciekawych
interaktywnych instalacji poruszających problemy społeczne.
"Yes, it’s
Plastic, but…" w Millenium Gallery, podczas mojej wizyty we wrześniu
ubiegłego roku. Instalacja stworzona przez artystkę Lynne Chapman, która
eksplorowała kwestie tworzyw sztucznych i ekologiczne wyzwania związane z
plastikiem. Razem ze studentami i wykładowcami z Uniwersytetu w Sheffield zebrała 5
milionów słów z mediów społecznościowych, z rozmów z wytwórcami plastiku,
przetwarzających tworzywa sztuczne, sprzedawców i zwykłych konsumentów na temat
tego co czują i co myślą w kwestii wykorzystania opakowań z tworzyw sztucznych,
ponownego użycia i tego, co to znaczy być przyjaznym dla środowiska. Kluczowym
słowem okazało się w nich słówko BUT (ALE) wyrażające opinie pełne sprzeczności
i konfliktów. Na taśmach materiału wyszyła najczęściej pojawiające się zdania i
poglądy. Ponieważ dzieją się one w głowie, praca miała formę wielkiej chmury myśli,
którą można było sobie założyć na głowę. Chmura
zamętu, sprzeczności, zmartwień i niepokojów, frustracji, zamętu, napięcia
i bezradności.

W samym sercu północnej Anglii, w hrabstwie South Yorkshire,
leży Sheffield. To miejsce, które przeszło przemianę od fabryk i dymiących
kominów do wspaniałych galerii i artystycznych doznań. Miasta niezależnych
twórców, kultury i inspiracji. To przykład tego, co dzieje się z miastem, gdy zaczyna
stawiać na zaspokajanie potrzeb młodych umysłów i tworzy środowisko do rozwoju
i ekspresji. Po raz pierwszy jestem tu latem odwiedzając moją córkę młodszą Michalinę,
która po studiach z produkcji filmu na Sheffield Hallam University i została tu
na stałe. To miejsce jest idealne dla mnie w moich poszukiwaniach kreatywności,
fascynuje mnie kreatywna strona miasta, murale, galerie, klimatyczne kafejki. W
całym mieście znajduje się światowej klasy sztuka uliczna.
Podążając śladem transformacji miasta, odwiedzam Cultural
Industries Quarter (Dzielnicę Przemysłu Kulturalnego) niedaleko dworca
kolejowego. Powstała dzięki inicjatywie władz lokalnych przy zaangażowaniu
sektora prywatnego. Stworzono tu warunki, które przyciągnęły nowy biznes, dały
przestrzeń dla rozwoju sztuki, muzyki i designu, filmu, sztuk performatywnych i
realizacji wydarzeń kulturalnych. Inicjatywa jest uznawana za model
zrównoważonego rozwoju w Wielkiej Brytanii i Europie.
W jednym z odrestaurowanych budynków przy Sidney Street,
który pokryty jest sztuką uliczną autorstwa Jo Peel & Marka McClure oraz Phlegm,
znajduje się pracownia sitodruku i oprawiania obrazów APG Works, która jest
również miejscem letnich muzycznych wydarzeń, wystaw prac graficznych oraz
targów odzieży vitage.